Papierem piszę po piórze,
Ciałem myję mydło,
Drogą jadę po rowerze,
Łąkę prowadzę na bydło.
Papier wariuje na słowach,
Umysły
Ślepe stają na głowach,
Pomysły
Takie zbyt nudne,
Gdy rzeczywistości
Tak trudne...
(12.VIII.03.)
Do góry 
O! Co to za hałasy?
Denat się w grobie przewrócił,
Takie nasze czasy!
Chcąc nie chcąc na ziemię powrócił.
W niebie dobrze było,
Lecz ciekawość nęci.
I choć się spełniło,
Nic po twej pamięci!
Tu już wszystko inne, mój bracie denacie!
Najadł się ziemi, lecz wyszedł i stoi,
Patrzy się, dziwuje, także trochę boi.
Chyba ktoś tam na górze adresy pomylił,
Zły guzik nacisnął, nie ten świat uchylił!
Tu już wszystko inne, mój bracie denacie!
Gdy przetarł oczy, człowieka zobaczył,
Ruszył do niego, już na nic nie baczył.
Ów mu na witanie gazem strzelił w oczy;
Bywa, że zmartwychwstały ubrać się przeoczy.
(25.VIII.03.)
Do góry 
Juan con Pablo en una casa vivía,
Uno arriba, otro abajo.
Pablo, tranquilo, tonterías no hacía,
No salía nunca, era sin trabajo.
Todo el tiempo a su hobby dedicaba,
Cocinaba chuletas, los golpeaba.
Pero a Juan le cansan los sonidos duros
como si Pablo con martillo destruyera muros.
Sube entonces a Pablo, le dice así:
“Hombre, que haces, toda la casa vibra, casi
La araña cayó en mi cabeza del techo
¡Deja chuletas, ya suficiente has hecho!”
Pablo lo oye, pues le contesta:
“¿Por que mi libertad usted molesta?”
Juan volvió, es que no podía nada,
Su alma era triste, como maltratada.
Pero el día siguiente, Juan ya contento,
Recibió una herencia, hace un momento.
Ahora ya puede hacer todo lo que quiere,
Y quiere ser agricultor, hasta que no muere.
Compra el ganado, el estiércol y el trigo,
Sembra, recoge, a su vaca le llama “amigo”.
Ahora Pablo, que no puede más, baja
A su vecino, le dice: “¿Por qué te dieron la caja?
Mis chuletas apestan y las mil gusanos,
Los comen, además tengo sucias manos.”
Juan lo oye, pues le contesta:
“¿Por que mi libertad usted molesta?”
(17.I.06.)
Do góry 
bez pieprzenia,
bez naglenia;
będąc tutaj,
co chcesz utaj,
użyj wódki,
w dal od łódki,
nie wystarczy
wzorzec starczy,
zejście w ląd;
skoro błąd,
poniżony?
uskrzydlony!
lecę dalej,
wyżej, śmialej,
wiecznie dążyć!
po co krążyć?
(21.I.06.)
Do góry 
Kalecz, masakruj, uśmiercaj,
uśmierz, do rany przyłóż.
Obłudą, zakłamaniem,
szczerością.
Znużeniem, fatygą,
żywiołem.
Smutkiem, rozpaczą,
radością.
Klnij,
sobacz,
złorzecz!
Krzycz,
wrzeszcz,
wywrzaskuj!
Szumem
Szeptem,
Szmerem.
Okrasz piękno,
zdób brzydotę.
Urodę znieważ,
szkaradność zgnój.
Jak chcesz,
gdy chcesz,
czym chcesz:
Słowem stworzenia,
pierwszym krzykiem,
wyznaniem miłości,
nienawiści sądem.
Lub milcz.
(31.I.06r.)
Do góry 
Glino mojego ja,
gdybyś starta na proch
na nowo z pyłu powstała...
Oślepiałabyś złotem,
błyszczała srebrem,
lśniła brązem dyskretnym?
Glino mojego ja,
Byłabyś sławą,
hańbą tej ziemi?
Gdybyś starta na proch
Warstwą kurzu osiadła
w ciemnym lochu
zapomnienia?
Na nowo z pyłu powstała
Byłabyś pudrem
jak lukier słodkim,
rozkoszą dla ust?
Glino mojego ja,
Dokąd zawiodłyby cię
wichury, wiatry?
Gdybyś starta na proch
Wzniosła się tak
na szczyty dumne,
ponad światem całym?
Na nowo z pyłu powstała
Miałabyś porwana prądem,
w otchłani oceanów,
na samym osiąść dnie?
Glino mojego ja,
Czy pisałbym teraz,
weselił się, tańczył?
Gdybyś starta na proch
Jedynie pamięć chowła
wzgardy, niesławy,
cierpienia śmierci?
Na nowo z pyłu powstała
Pytałabyś o prawdę, o sens,
czy dała się unieść losowi,
w ufności, w głupocie?
(31.I.06r.)
Do góry 
Nigdy nie kumałem tych technicznych aspektów wierszów, gnany ciekawością, takie oto
ćwiczenie postanowiłem zrobić, co by wszystko sobie w głowie ułożyć, i od kuchni
wiedzieć co, gdzie, jak, dlaczego, po co, czemu, komu, i za ile.
(W oparciu o Serwis Humanistyczny "Hamlet".
Wszystkie przykłady są jednak, rzecz jasna, mojego autorstwa)
A zatem tak:
- AKCENT
- rym różnoakcentowy, rym z transakcentacją
W naszym państwie prawa
Rozkoszna zabawa:
Li robienie dzieci
Dochód pewny da ci.
(chciałem dobrze, ale 'ci' to chyba proklityka..., więc musiałem napisać to:)
Chociaż bardzo tego nie chcę,
Z podatkami wiecznie kręcę.
- akcent oksytoniczny - rymy męskie
Nie chcecie chyba z podatków mych,
Utrzymywać znajomków swych?
- akcent paroksytoniczny - rymy żeńskie
Dziś z dumą się nosi moherowe berety,
Teraz Ojciec Tadeusz wydaje dekrety.
- akcent proparoksytoniczny - rymy daktyliczne
Ciężka doprawdy ta fizyka,
Zwojów mózgowych gimnastyka.
- OBSZAR WSPÓŁDŹWIĘCZNOŚCI, PRZESTRZEŃ RYMOWA - samogłoska akcentowana i wszystko co po niej
- rymy bogate - duże nagromadzenie zgłosek (samogłosek) po samogłosce
akcentowanej, 2x rymy żeńskie / 2x rymy męskie:
Powiedz, proszę, wszystko,
Powiedz, feministko!
Gdy pochwalę ciała kształt,
Będzie to już gwałt?
- rymy ubogie - zwłaszcza męskie w sylabie otwartej: swe, chcę... 2x żeński / 2x męski
Czy ja widzę błoto,
czy to brudne złoto?
Pokaż uszko swe,
Szepnę to co chcę.
- rymy głębokie - rymy wychodzące poza granicę akcentowanej samogłoski, np. łabędzie / ta będzie
Pierwszy przybył
Bo szybszy był.
- STOPIEŃ DOKŁADNOŚCI
- rymy dokładne, ścisłe, pełne - identyczność głoskowa w ustalonym obrębie
Rzeczywiście, do cyrku nigdy nie chodzę,
Relacjami z sejmu sobie wynagrodzę.
- rymy niedokładne, przybliżone, np. inaczej / rozpaczy
Mamy próbkę władzy kaczej,
Sic! Ku Donalda rozpaczy!
- asonans - identyczność samogłoskowa wata / waga, rata / raka
Skoszę trawnik - rzekła mama.
Zrobię obiad - odrzekł tata.
- W tę rodzinę była
Nowoczesność wryta
- konsonans - współrzmienia spółgłoskowe, np. warg / wróg, gong / gang, dreszcze / szczodry
Stonąłem jak wryty,
Widząc owe wrota,
A za nimi twora,
Wielkiego potwora.
Poza tym, właśnie usłyszałem w radiu:
"Piotrkowska - 6 [szóstego] Sierpnia będzie zamknięta."
I przez chwilę nie mogłem pojąć czemu mówią o tym już w lutym :)
(8.II.06.)
Do góry 
Moja
Słowem,
Słowem
Moja
JestTa
TuGra:
Kata
Kara,
Kosa
Sroga,
Nosa
Trwoga,
Kiedy
WieŻe
Blady
Umrze.
NieMa
Daruj!
Mama
Ratuj!
Koniec
Życia!
Uciec,
Bracia
Tego
Pragnę!
Tęgo
Ciągnę,
LeczTo
NaNic!
Błoto
Ulic,
Gapiów
Masa,
Widzów
Szosa
Pełna.
JużCi
Jedna
ZNici
Szyję
Plączę,
Czuję,
Skończę!
Duszą
Sznurki,
Wiszą
Zwłoki!
(10.II.06.)
Do góry 
Bo ktoś pytał.
Bo ciekawość.
Początek był ostry:
pocałunek,
chociaż o tym nie wiedziałem.
Właściwie gorycz,
jak pierwszy łyk kawy.
Niesmak.
Później, ot, mały regres.
Niespełnione marzenie
chciałem chwycić za... usta?
A to była tylko małpka,
taka żółta temperówka.
Głupstwo.
I wtem zdrada!
W nocy sen jakże odległy
dla mnie, dziecka.
W dzień! Czerwona bluzka!
Piękne rysy.
Notesik!
Jedyny wpis.
Wyrzuty?
Nie istniało coś takiego.
Niezwykła niewinność.
Momencik, wspomogę pamięć.
Ach, tak, jedna umknęła,
choć nie mam pewności.
A potem, cóż!
Och, to była mania!
Każdy tylko tyłkiem beton grzał.
Zalotnicy!
Choć ponoć było blisko.
Więc zamiast własnymi rękami
los wspomóc,
niczym kohorta w Odysa domu,
gniliśmy,
tylko kara łagodniejsza:
zazdrość?
Zakazany owoc z klubu.
Wesoło było.
Poszliśmy na lody.
Co ja wtedy czułem?
Byłem już sobą.
Od tej pory nic się nie zmieniło:
uciekłem.
Nie było powodu.
Zrozum człowieka!
Dobrze, a teraz wśród śniegu wśród zasp.
Widziałem jak wstydzisz się podejść,
Bawiło mnie to.
Na krótko.
I cóż po ślubie,
skoro róży,
bo była żółta?,
nie przyjęłaś.
A ja, głupi, wierzyłem,
że płakałaś.
Mam chyba wciąż to serce,
szmaragdowy kamyczek.
Najpewniej zakopałem;
niech potomni
tenże skarb wygrzebią.
Do dziś nie wiem,
skąd taki obrót.
Po co dzwoniłaś?
Po co te słowa?
Zawistna suko?
Spotkałem Cię jeszcze,
ależ miałaś głupią minę!
Nie wiem co się z nią stało,
komuś dałem, czy zwiędła tam,
w knajpie,
tam, gdzie mnie ona olśniła,
i plułem sobie w twarz!
Pamiętam doskonale!
Niewiarygodne,
jakim sobą już byłem.
Może od zawsze.
Chłodne lato,
a jednak pamiętam wyłącznie słońce,
tak szybko się opalałaś.
Wiecie, że czułem się wówczas dorosły!
To było oczywiste,
ale ja oczywiście się bałem.
Walnęłaś prosto z mostu,
Ty, co nochala wielbiłaś,
taka twoja natura;
więc spróbowałem.
Do dziś pamiętam ten spacer,
zwykły? balkon i te słowa.
Trzy dni czekałem na trzy dźwięki!
I jak się skończyło?
Nie zrozumiałem!!
Nie zrozumiałem!!
Boże! Nie zrozumiałem!
Długo to we mnie siedziało.
Dzwoniłem.
Dojrzewaliśmy, próbowaliśmy.
Pani przymknęła oko,
słysząc brzdęk butelek,
a to ja, niezdara, kopnąłem!
Wtedy właśnie się przemogłem.
Myślałem, że mnie nienawidzisz.
A jednak, tańczyliśmy.
Po raz ostatni.
Nie wydusiłem ni słowa.
I do dziś nie wiem,
co Ty, do cholery, powiedziałaś?!
Przez cały ten okres byłaś Ty.
Równoległe kwestie.
I długo jeszcze będziesz.
Więc poczekamy cierpliwie,
na apogeum.
Dałem czadu!
Początek był mglisty.
Ale, pamiętam, spytałeś:
a ta?
Tego dnia, gdy spózniliśmy się na pociąg,
odrzuciłem Cię wbrew sobie.
Tak jak Ty potem mnie.
Nie poznawałem się wówczas!
Pośrednio dałaś mi do zrozumienia.
Miałem później wrażenie,
że mają Ci to za złe.
A ta?:
Mieliśmy być pierwsi.
Nie zależało mi?
Poddałem się niepowodzeniu,
pozornemu.
I wnet Ty!
Wyjątkowy to był stan.
Czego nie omieszkałem zepsuć.
Ale nie raz jeszcze,
jakoś tak nam się zejdzie.
Po dziś dzień,
po dziś dzień.
Pamiętam, z kolei,
okres szału!
Piersi.
Więc co?
A jakże, przecież byłem sobą!
Wkurzyłem się i narozrabiałem.
Jakie to miało znaczenie,
dla Ciebie?
Ostateczny Schluss!
Adriatyk.
Tradycja - wilia.
Nawet jeśli kłamałaś,
powiedziałbym to samo,
lecz szczerze.
Cóż, nie pomyślałem.
Lecz wiem dlaczego
podwinąłem ogon.
Byłem sobą.
Zmysłowość!
Pamiętasz?
Miałaś być mi żoną!
Jak mogłem zaniedbać
Święte więzi?
By dotknąć te niesamowite włosy,
i wzlecieć na szczyt
platonizmu!
Podobne miałaś Ty,
dawno się w nich zakochałem.
Powróciłaś, bestio!
Czy Ci się dziwię?
Nie.
Mogłaś tylko odsłonić karty.
(6.V.06r./17.VI.06r.)
Wycelowałem i trafiłem.
Dziesiątka!
Miasto nocą
pogrążone we mgle,
gdy wracałem do domu.
"C'est beau une ville la nuit"
Wszystko było piękne,
za wyjątkiem nas.
Czy kiedykolwiek czułem się lepiej,
jak wtedy, gdy głosiłem:
"To jest to!"?
Rok później wiedziałem:
Widziałaś tylko jedno
nie ty jedna zresztą.
Zarzekasz się teraz,
że diabła w płomieniach piekielnych spalisz
lub zaprzedasz duszę,
w obronie miłości.
W przypływie
beznadziejności.
Więc czemu wciąż czuję na sobie ciężar
twojego spojrzenia?
Kac moralny
po reakcji obronnej,
do której przywykłem,
i którą za jakiś czas poznałaś.
Pszczółka i szał.
Urządlenie przypadkowe,
wcale czułe.
Lecz zbyt słaby to jad
by zimnej krwi obieg poruszyć.
Jakże piękne nadeszły dni!
Pogodę mam na myśli!
Wnet, grom z jasnego nieba!
Porażony.
Pragnieniem,
euforią,
żółcią.
Zagrożona ma wolność,
lecz za stary ja
na rejterady.
No dobrze,
nie byłem poważny.
Gdy decydujesz sam za siebie,
podług własnych woli,
jest cudnie,
chociaż się jerdoli.
Niezwykłe to miejsce
w pamięci jedynie zostało:
nigdy już nie skorzystałem
z zaproszenia na...
"zieloną łąkę",
gdzie Tuwim siedział zamyślony,
gdzie ja nie znałem czasu.
(18.VI.06r.)
Do góry 
Alkohole
Wódka kryształ, whisky ugier: alkohole,
Przeniknę pokątne destylacje Wasze:
Bimbru, pręgowany mahoń, obłe flasze,
Brzemienny zmierzch, rzęsiste bzy na padole;
Denaturat, akwamaryna błogości,
Woń lawendy, dwie czaszki, gruzy opactwa;
Piwo, złoto hurmy, chimery bogactwa,
Czarny porter, białych godzina młodości;
Wino bordo, gęsta krew przeciętej żyły,
Przejrzysty płomień, serca spalone w pyły;
Cytryna, cierpkich impresji obłąkanie;
Żubrówka chamois, zamarłe miasto nocą,
Blasku cienie; krnąbrnemu przyjdzie z pomocą,
Nalewki absmak, strudzony rano wstanie.
(23/24.VI.06r.)
Do góry 
|